NBA: Pistons wygrali w Bostonie
Detroit Pistons wygrali drugi mecz finału Konferencji Wschodniej. W Bostonie pokonali Celtics 103:97 i wyrównali stan rywalizacji na 1:1. Kolejne dwa spotkania odbędą się w Detroit.
Przed meczem wiadomo było, że zakończy się seria któregoś z zespołów - albo Celtics przegrają pierwszy mecz u siebie w tegorocznym play-off (wcześniej osiem zwycięstw), albo Pistons nie dołożą kolejnej wygranej do swojej nietypowej statystyki - zwycięstw po przegranych meczach. W poprzednich rundach tego play-off zespół z Detroit zawsze wygrywał po porażce.
Okazało się, że to Pistons lepiej grają na wyjazdach niż Celtics u siebie - Chauncey Billups i spółka kontrolowali wynik przez większość spotkania i utrzymali prowadzenie w końcówce. Gospodarzom nie pomogło odrodzenie Ray'a Allena, który zdobył 25 punktów.
Zaczęło się od mocnej defensywy z obu stron i prowadzenia Celtics 10:4. Goście szybko doprowadzili jednak do remisu, a potem wykorzystali dużą liczbę strat rywali i zdobyli kilka punktów przewagi. W drugiej kwarcie dobrze zagrali gracze drugoplanowi (Antonio McDyess, Lindsey Hunter i Rodney Stuckey) i Pistons wygrywali nawet 38:29. Bardzo równo grali też Richard Hamilton i Billups, którzy podejmowali dobre decyzje w ataku.
Po przerwie Celtics w mig doprowadzili do remisu, bo rozegrał się Allen - rzucający, który w tegorocznym play-off miał duże problemy z ustabilizowaniem gry w ataku i trafianiem do kosza. W czwartek wreszcie mu się to udało i po kilku minutach trzeciej kwarty było 58:54 dla gospodarzy.
Ale wówczas zryw 12:2 mieli Pistons, którzy m.in. trzykrotnie trafili za trzy. Na dodatek goście wymusili dwa faule Allena, który z pięcioma przewinieniami musiał usiąść na ławce rezerwowych. Po trójce Rasheeda Wallace'a w ostatnich sekundach tej części Pistons wygrywali już 78:69.
Na początku ostatnich 12 minut świetny fragment miał debiutant Stuckey, który rzucił sześć punktów po odważnych akcjach. Zespół z Detroit prowadził już 82:71, ale m.in. cztery punkty z rzędu (w tym wsad!) Allena oraz kosz weterana P.J. Browna, doprowadziły do wyniku 81:86.
W kolejnych minutach oba zespoły urządziły pokaz skutecznych akcji w ataku, ale i obrony kończonej blokami na strzelcach. Lepsi w obu elementach byli Pistons i choć gospodarze trzykrotnie zbliżali się na dwa punkty (86:88, 88:90 i 90:92), to jednak po koszu Wallace'a było już 96:90 dla gości.
W końcówce najpierw ważny rzut po własnej zbiórce w ataku trafił Hamilton, a potem Pistons świetnie rozegrali końcówkę akcji podając pod kosz do Billupsa. Było 94:100 i niewiele zmieniła trójka Allena. Jeden z dwóch rzutów wolnych wykorzystał Wallace, Garnett spudłował trójkę, a wynik ustalił z linii Prince.
25 punktów dla Pistons zdobył Hamilton, 19 dodał Billups (także 7 asyst), a 15 McDyess (10 zbiórek). Dla Celtics aż 75 punktów zdobyła wielka trójka - Paul Pierce (26), Allen (25) i Garnett (24). Gwiazdy miały jednak słabsze wsparcie z ławki niż podstawowi gracze Pistons. I nie chodzi tylko o punkty, ale także o decyzje, obronę lub po prostu nie popełnianie strat.
dodał: Administrator, data: 2008-05-23 08:32:04
powrótOstatnie komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się aby komentować.
Ostatnio dodane: